Od zbierania czereśni do pierwszego miliona

Swoje pierwsze pieniądze znalazłem, na …drzewie. Czereśniowym.

Ale zanim po nie sięgnąłem, musiałem dorosnąć szybciej niż większość moich rówieśników.

Lata siedemdziesiąte nie były czasem wygodnych dróg. Bardziej przypominały długą jazdę rowerem pod wiatr – każdy obrót pedałów kosztował siłę, ale tylko dzięki wytrwałości można było dotrzeć do celu.

Tak właśnie wyglądało życie mojej mamy. Samotnie wychowywała dzieci, a każdy świt zaczynał się dla niej zapachem mleka i ciężką pracą w mleczarni. Dźwigała nie tylko bańki z mlekiem, lecz także odpowiedzialność za całą rodzinę. Każdy dzień był jak kolejna zmiana przy taśmie – bez przerw, bez narzekania, z myślą, że jej dzieci będą miały lepsze jutro.

Miałem 14 lat, kiedy postanowiłem dołożyć własną cegłę do rodzinnego domu. Kiedy przyszło lato, nie szukałem wymówek. Babcia mieszkała w Sadach pod Sobótką i to właśnie u niej po raz pierwszy zarabiałem, zbierając czereśnie.

Pierwszy zapełniony koszyk był czymś więcej niż zarobkiem. Był dowodem, że odpowiedzialność nie ma wieku. Był moim pierwszym krokiem w dorosłość i cichym podziękowaniem dla mamy za wszystkie lata walki z codziennością.

Babcia poleciła mnie sąsiadom i z czasem w moim „portfolio zbieracza” pojawiły się także truskawki, maliny i porzeczki. Gdy tylko nadarzała się okazja, z polecenia mamy pracowałem również w mleczarni. Nie wybrzydzałem. Liczyła się każda możliwość uczciwego zarobku i każda złotówka, którą mogłem odłożyć. To właśnie wtedy zrozumiałem, że największą siłę człowiek odnajduje nie wtedy, gdy pracuje dla siebie, lecz wtedy, gdy jego wysiłek staje się odciążeniem dla tych, których kocha.

Za zarobione pieniądze mogłem kupić między innymi parę dżinsowych spodni –  w tamtych czasach prawdziwy symbol marzeń i przedmiot pożądania, na który wielu młodych ludzi nie mogło sobie pozwolić. Żal mi było jednak wydać coś, na co tak ciężko pracowałem. Postanowiłem wpłacić pieniądze na pięcioletnią książeczkę oszczędnościową.

To właśnie wtedy po raz pierwszy przekonałem się, czym jest inflacja. Gdy po pięciu latach odebrałem swoje oszczędności, ich wartość stopniała tak bardzo, że mogłem kupić za nie zaledwie pięć kostek masła.

Ta lekcja mogła mnie zniechęcić do oszczędzania. Stało się jednak coś zupełnie odwrotnego. Zrozumiałem, że samo odkładanie pieniędzy nie wystarczy. Oszczędności trzeba chronić przed utratą wartości, a kapitał powinien pracować razem z nami, a nie bezczynnie leżeć. Uświadomiłem sobie również, że równie ważne jak oszczędzanie jest zwiększanie dochodów i bezpieczne pomnażanie pieniędzy. To była kolejna z lekcji, które życie zapisało w mojej pamięci. Sama praca nie wystarcza. Samo oszczędzanie również nie. Trzeba jeszcze umieć chronić wartość pieniędzy.

Podczas nauki w technikum poligraficznym zarabiałem zamiatając ulice ( musiały być bardzo czyste bo Wyścig Pokoju przejeżdżał wtedy przez Nową Rudę), sprzątając klatki schodowe i sadząc drzewka w okolicznych noworudzkich lasach. Kiedy dziś tam wracam, drzewa rosną. To mi przypomina, że dobre rzeczy potrzebują czasu.

Gdy upomniało się o mnie wojsko – przez półtora roku służby oszczędzałem z żołdu, by po wyjściu do cywila móc się usamodzielnić.

Na studia stacjonarne nie mogłem sobie pozwolić. To był zbyt duży koszt. Dostałem się na Politechnikę Wrocławską i po rozmowie z mamą przeniosłem się na studia zaoczne. Studia oznaczały jedno: jeśli chciałem zdobyć wykształcenie, musiałem sam na siebie zarobić. A nauka była wyjątkowo ciężka. Ze 180 przyjętych osób do końca studiów dotrwały 23. Byłem wśród nich. Cały czas równolegle – w dni powszednie – pracowałem, nawet w dwóch miejscach jednocześnie. W weekendy nauka. I tak przyszła kolejna lekcja. Dochody najłatwiej zwiększać dzięki rozwojowi.

„Umiejętność Posługiwania Się Pieniędzmi Powinna Być Obowiązkiem Każdego Człowieka.”

Krzysztof Pilch

Zawodową karierę zacząłem od bycia drukarzem. Cały czas jednak myślałem, co mogę zrobić, żeby zarabiać więcej. Postawiłem na dalszą edukację i rozwój. Opłaciło się. Coraz wyraźniej widziałem, że rozwój naprawdę działa. Każda nowa umiejętność otwierała kolejne drzwi.

Z czasem z drukarza awansowałem na kierownika, później dyrektora tejże drukarni. Dzisiaj z właścicielem firmy, dla której pracowałem, prowadzimy spółkę z o.o., która inwestuje w nieruchomości. Jestem w niej współwłaścicielem i prezesem zarządu.

W tym samym czasie, zacząłem też pracować jako konsultant finansowy w jednej z firm finansowych. Edukując miesięcznie około 80 osób, doszedłem do stanowiska dyrektora krajowego tejże firmy.

O tym, że zostanę trenerem finansowym – zdecydowałem po pierwszym kursie trenerskim, w 2003 roku. Szczególnie zafascynowała mnie możliwość kupna mieszkania za gotówkę w krótkim czasie. To było wyzwanie. I ogromna motywacja. Jak się skończyło – przeczytasz TUTAJ.

Wtedy też postanowiłem, że nazwę się  Trenerem Finansowym dopiero wtedy, gdy sam osiągnę poziom miliona złotych w aktywach.

Zrobiłem to w 2011 roku. Od tej pory świadomie i z pełnym przekonaniem, że uczciwie – używam tego określenia.

Po osiągnięciu miliona wytyczyłem i zrealizowałem kolejne osobiste cele. Zabezpieczyłem rodzinę – żonę i dwoje dzieci, które w międzyczasie zaczęły dorastać. Kupiłem 11-o hektarowe gospodarstwo rolne ze starym przedwojennym domkiem. Nad trzecim celem ciągle pracuję. To waga 88 kg. Jak się okazuje – trudniejsza do zdobycia niż pierwszy milion.

W poczuciu sukcesu postanowiłem żyć wyłącznie z pracy Trenera Finansowego. Uznałem, że skoro chcę uczyć innych budowania zamożności, sam muszę nieustannie inwestować we własny rozwój. Sprzedałem działkę budowlaną i prawie za jej równowartość kupiłem ekskluzywny pakiet szkoleń Quantum Leap Membert T.Harv Ekera.

Wydawało mi się, że jestem gotowy. Życie szybko zweryfikowało moje przekonanie. Gdyby nie wcześniej zgromadzone oszczędności i dochód pasywny, nie miałbym z czego żyć.

I nie chodziło o to, że ludzie nie chcieli płacić za edukację finansową, ale przede wszystkim o to, że jak nie miałem rozwiązania, w którym mogliby gromadzić oszczędności, to tracili motywację, by wytrwać w swoich postanowieniach.

To była kolejna lekcja, którą zapamiętałem. Nawet najlepsza wiedza nie zastąpi właściwego modelu biznesowego.

W 2017 wróciłem do branży finansowej. Do stanowiska menadżera dochodziłem nie raz, ale tzy razy. Za każdym razem budowałem zespół, awansowałem, a później wszystko rozsypywało się jak domek z kart. I za każdym razem zaczynałem od nowa. Dziś wiem, że właśnie te powroty nauczyły mnie więcej niż wszystkie awanse. Dzięki tym doświadczeniom,  jeszcze lepiej rozumiem proces budowania organizacji.

To była kolejna lekcja. Sukces nie polega na tym, że nigdy nie spadasz. Polega na tym, że potrafisz wrócić.

Nie przestałem się rozwijać. Ukończyłem już czwartą szkołę trenerską, bo wierzę, że aby skutecznie pomagać innym, sam muszę nieustannie się uczyć i doskonalić. Dziś całą tę wiedzę i doświadczenie wykorzystuję, pomagając innym przejść drogę, którą sam przeszedłem.

Jestem menadżerem w drodze do stanowiska Dyrektora Agencji, mentorem i Trenerem Finansowym. Prowadzę zajęcia w Szkole Mentorów. Wraz z Sylwią Petryną i Marzeną Stokłosą napisałem książkę „Mentoring. Odkrywanie i rozwijanie osobistego i zawodowego potencjału”.

Prowadzę warsztaty dla osób, które chcą świadomie budować swoją zamożność. Wiem, że każdy może to osiągnąć. W moim rozumieniu prowadzi do niej droga przez trzy etapy: Osłonę Finansową, Bezpieczeństwo Finansowe i Wolność Finansową – z zachowaniem równowagi w życiu. Dlatego pomagam moim klientom stworzyć plan finansowy, zwiększyć dochody i krok po kroku budować trwałą zamożność.

Moi klienci są najlepszym dowodem, że pierwszego miliona – jak mówią niektórzy – wcale nie trzeba ukraść. Nie trzeba go też dostać w spadku. Można go uczciwie zarobić, zgromadzić i mądrze pomnażać. Także w Polsce.

Pierwsze pieniądze znalazłem na drzewie czereśniowym. Zamożności nie można znaleźć. Trzeba ją zbudować. Dzień po dniu – pracą, rozwojem, zwiększaniem dochodów, mądrym oszczędzaniem i odpowiedzialnym inwestowaniem.

Dziś największą satysfakcję daje mi już nie to, co zbudowałem, lecz to, że mogę pomagać innym budować ich własną zamożność.

I dlatego opowiedziałem Ci moją historię. Mam nadzieję, że stanie się dla Ciebie początkiem własnej.

Aby sprawdzić, czy mogę Ci pomóc w Twoim budowaniu zamożności – umów się ze mną na BEZPŁATNĄ 15 minutową konsultację: https://krzysztofpilch.pl/konsultacja/

Zdjęcie z kołem równowagi przedstawiającego Krzysztofa Pilcha Trenera i mentora finansowego
Share This :

Dodaj komentarz